środa, 20 lutego 2013

Pierwsze spotkanie

Siema:)
Wiem, mam już bloga z opowiadaniami  zawierszykowani.blogspot.com ale w tym będą tylko opowiadania romantyczne. Konkretnie saga opowiadań o Anieli i Nathanie. Jedno opowiadanie o nich jest na blogu, do którego przekierowuje link powyżej.
Więc zacznijmy wszystko od początku. Jak oni się poznali? No w szkole, ale nie ''zwyczajnie''. Z resztą co ja wam będę tu szczegóły zdradzała.
No, dodam tylko, że jest to wersja pamiętnikarska i to wszystko jest postrzegane przez Anielę.

Cz.1 Pierwsze spotkanie.
   Jak ja nie lubię październików. W końcu to drugi miesiąc po szkole i początek zimy! Grudzień ujdzie, bo święta. Ale październik... To najgorszy z miesięcy! Mało dni wolnych i ma dojść do klasy ktoś nowy. Kolejny facet. A mało ich tu? Oni stanowią większość klasy, a teraz jeszcze ma dojść ktoś nowy? Nie, ja się wypisuje! Znam chłopaków nie od dziś i jak ten nowy zacznie się z nimi kumplować, to według zasady ,,z kim się zadajesz tym się stajesz'' nie muszę już ujawniać więcej szczegółów. A mało to w tej szkole idiotów? Bo niewątpliwie, będzie to kolejny taki typek. Ale co poradzić? Ja sama nie jestem, powiedzmy ''normalna''.                                                                                     
                                                                               *** 

   Jak co dzień weszłam do szkoły widząc stojące przy kaloryferach dwie największe plotkary w klasie. Przywitałam się, ale one pogrążone w rozmowie ani drgnęły. Szturchnęłam jedną z nich - Lenę - i powtórzyłam przywitanie. Ona opowiedziała to samo i ruszyłam do szatni. A Lena z Julią  popędziły za mną krzycząc ,,czekaj!''. 
   Weszłyśmy do przedziału dla dziewczyn, ja ściągałam kurtkę a one były nakręcone jak katarynki i Julia gadała jak najęta.
  - Ten nowy, ma być dzisiaj! Podobno przyjdzie do nas na polskim, no w końcu ma się spotkać z wychowawczynią. Będzie oficjalnie przedstawiony całej klasie. Ciekawe z kim będzie siedzieć? -Julka zdawała się zamyślić. 
   - Na pewno nie z tobą, w końcu ty siedzisz z Leną praktycznie na każdej lekcji. -Po moich słowach Julka wyszła z zamyślenia i wtrąciła się Lena.
   - Masz racje. A ja słyszałam jak będzie miał na imię. 
   - O! Ja też. Mogę powiedzieć? Proszę, proszę.. - Błagała Lenę Julia. Nie można było się dziwić jej zachowania. Jedynaczka, rozpieszczona przez rodziców i w dodatku w czwartej klasie podstawówki! Ma prawo do bzikowania, jeżeli chodzi o kogoś nowego w klasie... Tak przy najmniej twierdzi Emila i Eliza.
  - No mów. - Wyraziłam zgodę. Julka podskoczyła z radości i jej długi kucyk z włosów razem z nią. A ten podskok musiał być naprawdę wysoki, bo całą twarz miała w długich, brązowych włosach.
   Ubrana była w czerwoną sukienkę w białe kropki i do tego grube białe rajstopy. Czerwone lakierki idealnie pasowały do jej malutkich stópek. Sama zaś nie była wysoka.
   Lena, która również chciała mi wyjawić imię tego nowego zdawała się posmutnieć. I ona miała kitkę, ale wyróżniało ją to, że jedyna ma czarne włosy. A grzywka zawsze wyglądała u niej idealnie. Miała niebieską bluzkę a na to jej ulubioną różowobiałą bluzę z Francji i czarne rurki. Byty to jak zwykle adidasy.
   Julka po odsłonięciu włosów stanęła bliżej mnie i wyszeptała:
   - Nathan.
   Imię to było dziwne i rzadko spotykane. Przynajmnijej tak twierdziłam. Ale skądś je znałam...
  Nie! Nie znałam go! To mi się skojarzyło z moją najlepszą pzyjaciółką - Natalią! Nathan i Natalia. Widać podobieństwo. Przynajmniej imion.
   - I... - Próbowałam coś jeszcze z nich wyciągnąć. To nigdy nie sprawia mi problemów. Nie mam wrogów, a one zawsze mówią to o co je zapytam, chyba, że same nie wiedzą.
   - Teraz mamy polski! - krzyknęła do mnie Lena głosem poddającym się, czy raczej jak by mówiła coś oczywistego. Stałam się osobą niekumatą w jej oczach. Rade rade kum kum!
   Nie, jednak kumam.
   - Faktycznie. To ja idę poczekać przed polonistyczną na lekcje. - oznajmiłam po odwieszeniu kurtki. Wzięłam plecak z podłogi, przewiesiłam przez jedno ramię i wyszłam z szatni z dziewczynami.
   Ustawiliśmy się przed salą razem z resztą klasy. Wszyscy mówili tylko o nowym. Wszyscy, tylko nie ja. Byłam jedyną osobą, której nie obchodził ten ''nowy''.
   Z wiru zainteresowanych ''nowym'' wykręciła się Natalia i podeszła do mnie.
   - Podobno Adam, Marek i Bartek go znają! A ty nie ciekawa nowego w klasie?
   - Nie -rzuciłam chłodno - to nic wielkiego, nic niezwykłego. Zwykły koleś, który zmienił szkołę z niewiadomych powodów! -Chyba przeraziłam Natalię ostrością mych słów. Ale opanowałam się w niewiarygodnie szybkim tempie.
   Przez tłum uczniów przecisnęła się pani Bąk i odkluczyła drzwi klasy. Weszła do niej a tuż za nią wszyscy inni.
   Najbardziej przeciskali się chłopaki i aż przywarłam do framugi drzwi. Ale jednego z nich -Bartka- udało mi się trącić z łokcia i zawył z bólu. Cóż, to nie był lekki cios. Specjalnie to zrobiłam i potem z uśmiechem weszłam do klasy.
   Jednak pogodny humor zniknął, równie szybko, jak się pojawił. Aż mi się żygać chciało, kiedy zobaczyłam, że wszyscy w klasie znowu gadają tylko o jednym!
   Pierwszy raz cieszyłam się, że zaczął się polski, bo na lekcji nie można gadać, choć i tak wszyscy to robią, ale z pewnym ograniczenia. Przed drzwiami dałam Nacie znać, co sadze o tym temacie, więc nie będzie mnie zagadywać. Jak dobrze, że jestem jedyna w miarę normalna, żeby nie zachowywać się w tej sytuacji jak pierwszoklasista! Zawiodłam się na zachowaniu mojej najlepszej przyjaciółki, ale to nie zmienia faktu, że ją lubię.

   Była już połowa lekcji. Wszystko szło dobrze, ograniczona ilość rozmów i mega skupienie na nauce - przynajmniej z mojej strony.
   Wtem coś przerwało moją naukę. Szczęście gdzieś prysło i otworzyły się drzwi klasy. Wszedł zupełnie wyluzowany chłopak z plecakiem z Nike, kurtce i czapce. Miał granatowe spodnie i fajne buty - adidasy. Widać było, że był nowy. Nawet nie był w szatni. Pewnie nie wie, gdzie ona jest. A do sali trafił dzięki sekretarce.
   -Dzień dobry. - powiedział. No nie, kolejny debil! Uznałam tak, po jego zachowaniu i niezwykle swobodnym tonem głosu. Jak by chodził do tej szkoły od zawsze i nie pierwszy raz spóźnił się na lekcje.
   Pani Bąk wstała i zaczęła przedstawić Nathana Leniwca. Większość klasy miała niezły ubaw z jego nazwiska. A oni? Co mieli powiedzieć o swoich? Jego na tle nazwisk tej klasy było najzwyczajniej w świecie normalne. Otaczają mnie nieduedukowane pierwszaki, pomyślałam.
   Po zakończeniu przedstawienia postaci ''nowego'' od dzisiaj Nathana usiadł on w ławce obok Marka. Mogłam się tego spodziewać. Te same typy. Ściągnął kurtkę i czapkę a następnie wyciągnął zeszyt.
   Lena siedząca przede mną się odwróciła i szepnęła do mnie i Natalii:
   - Ładny co?
   - Tak szczerze to nie. Ale to tylko ja tak twierdzę. Czy to ważne? - odpowiedziałam. I tylko dwa ostatnie zdania okazały się z mojej strony prawdą. Bo miałam słabość do blondynów. Ale i tak nie miałam zamiaru się z nim zakumplować. No może mogłabym, ale bez przesady. Nie tak, jak Lena i Julka.
   - Zgadzam się z przed mówcą - powiedziała Natka. Użyła mojego tekstu! Jak ja się z kimś zgadzam to go używam. Ale nie mam jej tego zazłe. Od razu posłała mi sójkę w bok i spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo.
   Lena się odwróciła i zaczęła plotkować z Julią. W myślach zadałam sobie pytanie retoryczne: ,,Ciekawe o czym?''

   Zadzwonił dzwonek oznaczający koniec lekcji. Chłopaki się strasznie szybko spakwali i wybiegli z sali nie chcąc mieć już nic więcej wspólnego z edukacją. Ha! Czekało ich jeszcze pięć lekcji! W tym jedna to miał być wf...
    Już miałam opuścić salę, kiedy niespodziewanie u mojego boku pojawił się Nathan! A miałam zamiar nie wtrącać sę w jego życie!
   - Cześć -przywitał się pogodnie -jak masz na imię?
   - Anniela -odpowiedziałam, niby to od niechcenia. -A ty, to Nathan?
   - Taaa. Benadziejne mam imię. Ty masz za to takie nietypowe...
   - Ja mam nietypowe! Ty kiedyś spotkałeś innego Nathana? Nie chodzi o książki i filmy!
   - Nie... A książek to nie czytam. Wiesz gdzie mamy teraz lekcje?
   - Na sali gimnastycznej. O! Przy okazji w szatni odwiesisz swoją kurtkę.
   - Tym zajął się Marek. Dzięki za info! - i się rozpłynął. Kurde, był miły, a ja myślałam, że do idiota. Chociaż, jak zobaczyłam z kim się teraz przywitał, to wiedziałam, że w takim towarzystwie, to nie będzie już miał szansy na bycie miłym.
   Zero szans. 






Mam nadzieję, że się spodobało. I pbardzo proszę o  komentarze =) 
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz